No i stało się to, co się stać musiało. Od dawna ględziłam Husbiemu o tym, że pora się ubezpieczyć, bo nigdy nie wiadomo, co nas może spotkać, jednak on uparcie się ze mnie naśmiewał. Wstukiwałam w wyszukiwarkach różne frazy – ubezpieczenia Szczecin, złamania, ochrona, ale nic to nie dawało.
Szczerze mówiąc, to uznałam, że to jego sprawa, bo ja o swoje ubezpieczenie zadbałam wiele lat przed poznaniem go. A skoro on na swoją odpowiedzialność postanowił zrobić po swojemu, to więcej sie nie wtrącałam. Aż sama siebie tym zadziwiłam, bom z natury natrętna;)
Argumentacja, jakiej używał była dla mnie delikatnie mówiąc żadna, bo twierdzenie, że jest młodym facetem, który nigdy nie chorował, to banał bez poparcia. Zawsze przecież można zostać potrąconym przez samochód, zachorować na chorobę zakaźną, zostać brutalnie zgwałconym przez fankę, bądź ukąszonym w namiętnym szale przez własną żonę. No alęęęęęę - jak mawia nasz kolega - la luz, Mężiego broszka;)
Pewnego pięknego letniego dnia, niedługo przed ślubem naszych przyjaciół pojechaliśmy do moich Rodziczków. Tam poodpoczywaliśmy, pojeździliśmy na rowerach wodnych, a po południu kolega zaproponował Hubiemu mecz piłkarski. Kochanie moje zgodziło się ochoczo i to zadecydowało o zmianie jego światopoglądu. Nie, żeby nagle w czasie akcji podbramkowej miał widzenie, nie, nie. Podczas gryna boisku złamał rękę. Kiedy rozmawialiśmy o tym po paru tygodniach, stwierdził, że już rozumie, co miałam na myśli. No ba!
Faceci to mają chyba takiego dzyndzela w głowie, który odblokowuje się w sytuacjach skrajnych - muszą mieć wypadek, przejść na druga stronę tęczy, czy jakoś tak, żeby pojąć jedną ważną rzecz - ŻE ŻONA MA ZAWSZE RACJĘ.
I ubezpieczył się w końcu. Trzeba było widzieć minę agenta powstrzymującego się od uśmieszku, gdy Husbi ręką w gipsie podpisywał papiery;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz